fbpx

Po co nam konkursy w dzieciństwie? O tym, jak budować gotowość wejścia na biznesową arenę w dorosłości.

Po co nam konkursy w dzieciństwie?

Po co nam konkursy w dzieciństwie? O tym, jak budować gotowość wejścia na biznesową arenę w dorosłości.

Dziś będzie pozornie mniej biznesowo. Bo opowiem Wam o doświadczeniach dziecięcych i młodzieńczych lat.

Skąd się wziął w ogóle pomysł na temat naszego dzisiejszego wpisu? W ubiegłym roku zostałam poproszona o zostanie jurorem w konkursie piosenki. Muzyka to moja pierwsza ogromna pasja, sztuka w moim życiu jest obecna cały czas a nawet w biznesie, zwłaszcza w kreacji ma swoje zastosowanie. 

 

Jak to się w ogóle zaczęło?

Od dzieciństwa, pierwszych kroków, wychowywałam się w muzycznej rodzinie. Muzyka była obecna w naszym życiu cały czas. Graliśmy na instrumentach, kolędowaliśmy, uczestniczyliśmy i organizowaliśmy muzyczne wydarzenia. 

Naturalnym więc krokiem było podążanie muzyczną ścieżką dalej. W wieku “nastu” lat często występowałam na scenie, brałam udział w wielu festiwalach i konkursach. Śpiewanie było (i nadal jest) moją pasją, więc kolejnym zupełnie logicznym krokiem był rozwój naukowy w tym kierunku. Tym sposobem trafiłam na Akademię Muzyczna w Katowicach i tam ukończyłam wokalistykę jazzową. 

W trakcie studiów konkursów było już mniej (choć czułam, że studia to ciągły konkurs) a w ich miejsce pojawiła się prawdziwa scena, występowanie, kreowanie swojej wizji muzycznej, współpraca z muzykami i moc niezwykle ciekawych doświadczeń artystycznych. 

 

Konkursy – co wspólnego mają z biznesem? 

Wracając do pokonkursowej refleksji, która zainspirowała mnie do przedstawienia Wam tej perspektywy… 

Konkurs w wieku młodzieńczym, to sytuacja, w której dziecko/nastolatek, czyli osoba będąca na etapie budowania swojego doświadczenia, swojej wiedzy na bardzo wczesnym etapie, takim jak szkoła podstawowa, uczy się przede wszystkim ekspozycji społecznej. 

 

Ekspozycja społeczna  i jej wpływ na biznesowe życie. 

Pamiętam jak dziś, pierwsze wyjścia na konkursową scenę. Drżenie głosu, pot na czole, ogromną niepewność, rażące światło, strach, potknięcia, pomyłki.. Pamiętam również, jak w miarę upływu czasu, każdy krok w stronę sceny, oprócz lęku, napawał mnie radością doświadczania, dawania czegoś innym a także możliwością tworzenia czegoś absolutnie po swojemu.

I właśnie o tym pomyślałam uczestnicząc jako juror w ostatnim konkursie.

Dziś biznesowa scena wygląda bardzo podobnie. Nie ma świateł – są oczy właścicieli firm z oczekiwaniami, są oczy ludzi, którzy z ciekawością śledzą nasze działania. Tak samo jak kiedyś, bardzo zależy mi na tym, aby zrobić doskonałe pierwsze wrażenie. By dobrze wystąpić. Dobrze zaprezentować naszą pracę. By zrobić coś wartościowego dla innych a jednocześnie móc wnieść w to naszą wizję. 

I dokładnie tak, jak kiedyś – wkraczam na wiele aren, razi mnie światło, drży mi głos, a jednak idę. Wiem, że robię to po coś – mam wizję, którą chcę zrealizować, mam coś, czym chcę się podzielić – wiedzę i doświadczenia. Nawet jeśli kroczę w kierunku prezentowania tego, wiem z wcześniejszych doświadczeń, że dam radę i że każdy kolejny krok będzie łatwiejszy.

Widzę te kroki na scenę nie tylko w naszych działaniach ale w działaniach wielu młodych przedsiębiorców, ludzi z ogromną pasją, wiedzą, gotowością do doświadczania, którzy tak, jak ja kiedyś, obawiają się tej areny, oceny, potknięć. 

Chcą wejść, wchodzą. Czasami chcą i nie robią tego kroku na scenę, bo albo sami nie wierzą w swoje możliwości, albo boją się porażek i prób. Doświadczenia niestety inaczej nie zdobędą, i tym samym stawiane kolejne kroki, nie będą coraz pewniejsze.

Po co nam zatem konkursy w dzieciństwie?

Właśnie dzięki nim oswajamy się ze strachem wynikającym z wyjścia na arenę. Wchodzimy z nim w parze – nie wypieramy go. Według mnie, konkursy to jedno z najlepszych możliwych doświadczeń sprzyjających wkraczaniu w dorosłe życie – niezależnie, czy chcesz rozwijać swoją pasję, firmę czy kroczyć po ścieżkach awansu zawodowego w strukturach dużej organizacji. 

Doświadczenie “wychodzenia na miękkich nogach” razem z innymi, którzy są w podobnej sytuacji (wszyscy przybyli na ten sam konkurs) hartuje naszą otwartość w prezentowaniu siebie. 

W biznesie tych sytuacji jest mnóstwo. Wchodząc do sali, budując pierwsze wrażenie, zależy mi na tym, aby zrobić to jak najlepiej i wtedy te emocje też są silniejsze. Warto zbierać takie doświadczenia, niezależnie od tego, czy wychodzimy śpiewać, tańczyć czy pokazujemy kawałek siebie, jakiś swój element wrażliwości i to jest istotna rzecz, którą warto trenować od dzieciństwa.


jak zacząć prowadzić media społecznościowe

Michalina Patucha

– CEO, psycholog, trener biznesu

Strategię działania i planowanie ma we krwi.  Specjalizuje się w dziedzinie wizerunku, przywództwa i efektywnej komunikacji.

O konkursach w dzieciństwie posłuchaj również tutaj:

2 Komentarze

  • Avatar

    wima

    01/03/2021 - 18:16

    Bardzo ciekawa wypowiedź. Sądzę, że wielu rodziców może się przekonać do tego, by motywować dzieci do udziału w konkursach. To się NAPRAWDĘ przekłada na dorosłe życie, o czym dowiadujemy się z tego tekstu.
    Pozdrawiam. W.M.

    • Avatar

      Michalina

      02/03/2021 - 15:50

      Szczerze polecam rodzicom ten artykuł i polecam pozwalać dzieciom na realizowanie pasji, popełnianie błędów i samodzielną naukę 🙂

Zostaw komentarz