fbpx

Własna firma krok po kroku.

własna firma

Jak rozwijać firmę w zgodzie ze sobą? Jak działać, by biznes i tworzący go ludzie mogli się rozwijać? Z czym mierzy się lider na kolejnych etapach rozwoju działalności?

Na te i wiele innych pytań podczas spotkania on-line odpowiadał Grzegorz Krzemień – prezes jednej z największych w Polsce agencji interaktywnych – GoldenSubmarine, autor książki „Własna firma krok po kroku”, o której więcej przeczytacie we wpisie „14 nieoczywistych książek, które mogą pomóc w rozwoju Twojego biznesu”.

 

Michalina Patucha: Cieszę się, że Cię widzę Grzegorz – wiele pytań dziś przed nami, jesteś prezesem agencji interaktywnej GoldenSubmarine, tworzysz to miejsce już od 20 lat – masz wiele doświadczeń, którymi dzielisz się w swojej książce. 

Zacznijmy od początku –  skąd wzięła się u Ciebie pasja do Internetu i marketingu. Kiedy i jak to się stało? 

Grzegorz Krzemień: Cieszę się że mogę z Tobą rozmawiać i że Cię interesuje to co robię, bo z punktu widzenia rekrutera mam najnudniejsze CV świata (śmiech). 20 lat w jednej firmie bez awansu…rekrutersko jestem „niezatrudnialny”… ale to też świadczy o tym, że przez 20 lat prowadzę jedną i tę samą firmę.

Zaczynałem w czasach, kiedy mało kto miał pojęcie czym jest Internet i jak to działa. My też nie mieliśmy pojęcia jak się rozwinie. On się tworzył, poszukiwano ludzi którzy mieli jakiekolwiek pojęcie na jego temat. Miałem to szczęście, że pojęcie miałem, bo kończyłem studia w tym zakresie. 

Michalina: Co spowodowało, że w tej firmie jesteś tak długo, skąd bierzesz siłę i jeszcze stawiasz sobie kolejne kroki w rozwoju? 

Grzegorz: Myślę że to kwestia osobowości, że Internet bardzo pasuje do mnie, bo lubię nowe rzeczy. To, jakim był Internet 15-20 lat temu, a to jakim jest teraz czy będzie, to są różne internety. Tu cały czas musisz odkrywać, redefiniować swoje miejsce na rynku. I to nie jest tak, że firma rozwijała się liniowo – cały czas robimy nowe rzeczy.

Teraz robimy namiastkę tych rzeczy, jakie robiliśmy kilka, czy kilkanaście lat temu. Internet wymusza na Tobie robienie ciągle nowych rzeczy, parcie do przodu. Bez tego nie ma mowy o rozwijaniu firmy. Jeśli tego nie robisz, to wypadasz z gry. To jest permanentny nacisk technologiczno-kulturowo-socjologiczny, żeby rozwijać się razem z firmą. 

Michalina: Powiedziałeś o rozwoju. To,  że rozwija się Internet, świat i wszystko wzajemnie się nakręca, to oczywiste – trzeba nadążać za trendami.

Przeczytałam Twoją książkę, dla mnie jest ona absolutnie godna polecenia, pełna wiedzy i przykładów, w których – okiem mentora doradzasz, a w zasadzie na początku odradzasz założenie firmy – dlaczego?.  

Grzegorz: Zdecydowanie odradzam. Teraz siedzimy, rozmawiamy, uśmiechamy się, ale mam za sobą od początku prowadzenia firmy życie w stresie. Prowadzenie firmy to permanentne życie w stresie, należy o tym pamiętać. Dopiero w którychś momentach masz małe „chwile oddechu”, reszta to stres. Więc odradzam.

Jeśli ktoś nie ma silnej psychiki, to wizja „poprowadzę sobie firmę” nie jest dobrym pomysłem i nie powinien się za to zabierać. To „orka na ugorze”, zwłaszcza w początkowych fazach działania firmy, kiedy często brakuje środków, zasobów, są problemy z pieniędzmi, ludźmi i wtedy potrzebna jest silna wola, by wytrwać. Więc jeśli ktoś czuje, że ma „żyłkę do biznesu” – niech próbuje, ale jeśli tego nie czujemy to normalna praca etatowa jest dużo mniej stresująca.  

Michalina: Jak oceniasz siebie kiedy zaczynałeś rozwój firmy – posiadałeś te umiejętności?

Pytam, bo spotykam osoby które rozpoczynają budowanie swojej firmy,  mają wizję, poczucie misji, ale nie myślą o cieniach tych działań. 

Czy na początku byłeś przygotowany na te trudności? Czy kierowałeś się wizją i nie zastanawiałeś się nad tym, co będzie później? 

Grzegorz: Pytasz mnie czy miałem jakiś większy cel? Nie ja go nie miałem. I myślę że większość osób zakładających firmy nie ma tego celu skonkretyzowanego. Fajnie było, bo pracy było dużo specjalistów mało. Trzeba było wystawiać faktury – mieliśmy sporo pracy. Potem, kiedy to zaczęło nabierać kształtu, zaczęliśmy zatrudniać ludzi, tworzyć zespół, dzwonić i sprzedawać swoje usługi. 

Do tego momentu był to „luźny związek paru osób”. Kiedy zaczęło się to rozkręcać – zaczęliśmy myśleć o spółce – i ja w mojej książce też to podpowiadam, że dobrze jest na początku zacząć z kimś, ale nie „formalizować tego związku”, aż tak bardzo – są różne sposoby by to zrobić. Najpierw należy spróbować, a dopiero kiedy przekonamy się, że tworzenie firmy dla nas – wtedy wchodzić na wyższe obroty jeśli chodzi o kwestie formalno-prawne.  

Pytasz, czy było zacięcie – oczywiście, że tak – bez tego zacięcia odpadasz po pierwszym kryzysie, których jest tak naprawdę mnóstwo. 

Pytałaś o osobowość – jeśli ktoś nie potrafi przejechać z jednego końca miasta na drugi, nie potrafi zorganizować swojego czasu, czasu ludzi, przestrzeni i nie ma cech organizatora to raczej nie pretenduje do zarządzania firmą. A takie rzeczy w zarządzaniu robi się permanentnie, namiętnie, non stop – więc jeśli ktoś nie prowadzi – to będzie to dla niego trudne.  

Michalina: Słuchając Ciebie szukam kompetencji, które warto sobie nazwać. Tych kompetencji, które wspierają nas w rozwoju i zwiększają szansę na powodzenie.

Co usłyszałam? Na pewno: determinacja – jeśli coś zaczynasz, chcesz to też skończyć i efektywność osobista – potrafisz dobrze zarządzać swoimi zadaniami i decyzjami, by realizować plan. Ale zastanawiam się, jakie kompetencje społeczne są przydatne. Uważasz, że wchodząc w prowadzenie firmy miałeś jakieś umiejętności, które zdecydowanie Ci pomogły? Posiadasz jakieś „specjalne” umiejętności interpersonalne? 

Grzegorz: Nie (śmiech). Powiedziałbym wręcz, że mam ich zaprzeczenie. Nie ma reguły, jesteśmy ze wspólnikiem introwertykami, mieliśmy na początku bariery nie do przełamania: blokada przed podniesieniem słuchawki, rozmową z klientem. Oczywiście z czasem jednak nabraliśmy ogłady, otwartości i jakoś poszło. Osobom otwartym na świat – będzie łatwiej: łatwość komunikacji, myślenie empatyczne, zrozumienie sytuacji, w jakiej się znalazło.

Biznes to nie tylko zestawienie w tabelkach, ale cała otoczka. Takie cechy rzutują na rozwój firmy. Nam nie pomógł introwertyzm ale rozpatrując to długofalowo dochodzimy do wniosku, że ta cecha pozwoliła nam bardziej poukładać firmę i z tą masą jesteśmy w stanie dogonić ekstrawertyków. Ekstrawertycy mają o tyle łatwiej, że intensywniej podchodzą do klienta, nie mają barier, czy to w publicznych występach, czy wyjściem do ludzi, zakomunikowaniem. Introwertyczne cechy – pozwalają natomiast się odsunąć i popatrzeć na wszystko z boku, wyciągnąć wnioski. 

Michalina:  Faktycznie, w ostatnich czasach introwertyzm zaczyna być coraz „lepiej” postrzegany w biznesie.

Wspomniałeś o „nieformalizowaniu związku biznesowego” – jakie jest Twoje zdanie na temat aspektów formalnych zakładania firmy? Czy dostrzegasz różnice – jak to wyglądało 20 lat temu i jak jest teraz? 

Grzegorz: Mówiąc o tym, by „nie formalizować” na początku firmy za bardzo – miałem na myśli zawiązywanie od razu spółki akcyjnej czy komandytowej. Wystarczy spółka cywilna. Gdy odkryjemy. że nie pasujemy do siebie, lub coś poszło nie tak, na pewno łatwiej będzie ją rozwiązać.

Jeśli chodzi o ludzi, to radzę szukać pracy w nowo powstałych firmach, bo w takich firmach dużo łatwiej awansować, ponadto z powodu braku możliwości wynagrodzenia na odpowiednim poziomie możesz stać się udziałowcem, stajesz się częścią firmy, współtworzysz ją. W dłuższym okresie daje to satysfakcję, również finansową.  

Michalina:  Skąd Tobie przyszło do głowy, by w ten sposób działać? 

Grzegorz: (śmiech) Jak nie masz czym zapłacić to udziały są wirtualnym pieniądzem. Umiejętność radzenia sobie z brakami jest bardzo kreatywna. Permanentny brak czasu pieniędzy i zasobów otwiera kreatywność. 

Michalina: Jak postrzegasz swój rozwój na przestrzeni 20 lat?  Jakim stałeś się szefem? 

Grzegorz: Ciężko mi o tym opowiadać – tutaj powinny się wypowiedzieć osoby, które ze mną współpracują. Ale zmieniłem się. Kiedy ma się kontakt z 3 osobami, to wygląda to zupełnie inaczej, niż  teraz z 120-osobowym zespołem i wśród nich są osoby, które  pracują miesiąc, inni 20 lat.  Komunikacja oraz zachowanie względem różnych osób jest różne. Warto mieć jakieś zasady komunikacji i kierować się wartościami firmy.

Szef nadaje wymiar, pokazuje co jest ważne. Partnerstwo, koleżeństwo dla introwertyków są ważne. Wypracowujesz wartości uświadamiasz sobie je z czasem, a kiedy stajesz się w tym konsekwentny  determinuje cię to do wyborów pracowników, zespołu współpracowników. 

Michalina: Pokusiłabym się nawet o słowa, że zamiast „wypracowujesz” swoje wartości firmowe – po prostu w miarę funkcjonowania firmy zaczynasz sobie je uświadamiać.

Zwykle mamy jakieś wartości życiowe – zebrane poprzez wychowanie, wykształcenie. One determinują to, w jaki sposób wybieramy sobie ludzi do współpracy, jaki wykonujemy zawód, jak się w nim odnajdujemy. Więc fajne jest to, jak jako liderzy dojrzewamy i zaczynamy coraz bardziej świadomie kierować się życiowymi wartościami integrując je z wartościami firmy.

Jak zmieniają się problemy z perspektywy firmy, która ma 3 pracowników w momencie, kiedy jest ich już 120? 

Grzegorz: Na początku podejmujesz decyzje sam albo ze wspólnikami. Potem na kolejnych etapach,  pozostaje pokładać nadzieje w kierownikach, że stosują wartości firmowe, jakie zostały im zaszczepione od początku, bo tak naprawdę na tym etapie, już nie mam możliwości sprawdzania tego.  

Michalina: Skoro już jesteśmy przy temacie rozwoju i oddawania odpowiedzialności do kierowników…

Pracując z managerami często spotykam się z ogromną trudnością w oddaniu tej odpowiedzialności.  Jak sobie z tym poradziłeś? 

Grzegorz: Nie było to dla mnie męczące. Z natury jestem leniwą osobą i przyszło mi to naturalnie. Choć jest to stresujący moment dla większości osób, wszystko, co od Ciebie zależało nagle idzie obok. To ważne, by wyzbyć się tego uczucia. Dzięki temu osoby, które współpracują mają poczucie, że mają duży wkład w rozwój firmy. Dzięki temu właściciel może spojrzeć na rozwój firmy, ma na to czas. 

Michalina: Brzmi ,jakby to było łatwe zadanie…. 

Grzegorz: Trzeba w którymś momencie zza kierownicy przesiąść się do tyłu. Nasza firma rozwinęła się w takim tempie, ponieważ my wyzbyliśmy się odpowiedzialności w miarę szybko, dzięki czemu osoby, które były odpowiedzialne za decyzje mogły się bardziej zaangażować.  

Michalina: No dobrze, powiedzmy, że ktoś właśnie uwierzył Ci „na słowo” i chce zmienić podejście. Ale ma obawę: „a co jak pracownik coś spieprzy?”. Co wtedy? 

Grzegorz: „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. Oddanie władzy spowoduje, że w niektórych obszarach mogą pojawić się błędy. Pilnowanie ludzi, by nie popełnili błędów jest kontrproduktywne. Nawet jeśli pilnujesz, to błędy i tak się zdarzają – ile osób zarządzających samodzielnie popełniło wiele błędów? Trzeba sobie wypracować podejście, że błędy się zdarzają. Nie karać, tylko wyciągać wnioski. Bez błędów nie wiedzielibyśmy, gdzie są granice naszych możliwości. Może to być faktycznie hamujące… 

Michalina: To ważne, o czym mówisz. Przejdźmy jeszcze do tematu Twojej książki. Założyłeś i rozwinąłeś firmę, odnosisz sukcesy.

Jak, gdzie i kiedy zrodził się pomysł, by napisać o tym książkę? 

Grzegorz: (śmiech) To jest tak, że… W którymś momencie rozwoju firmy masz więcej czasu. Każda firma rozwija się przez kryzys. Każdy kryzys to czas spokoju i właśnie wtedy na tym „wypłaszczonym” etapie przyszedł pomysł, by opisać moje doświadczenia. Odkryłem, już tak patrząc z perspektywy czasu, że pisanie jest dla mnie zajęciem wręcz terapeutycznym. 

Michalina: Co poczułeś, kiedy już napisałeś książkę? 

Grzegorz: Co poczułem? Wkurzenie! (śmiech) Trzeba to dobrze zrozumieć. Piszesz 300 stron w Wordzie… Kiedy próbujesz to edytować, to zaczynasz się zastanawiać, czy to, co napisałeś jest adekwatne do tego, co przeżyłeś… I na tym etapie nie ma uczucia ulgi. Jest strach, ogrom pracy i ryzyko czy wydawnictwo w ogóle tę książkę wyda.  

Michalina: Czyli najpierw pisałeś, potem udałeś się do wydawnictwa? 

Grzegorz: Tak, miałem już napisaną książkę i wtedy dopiero szukałem wydawnictwa. 

Michalina: Napisałeś całkiem dobre case study. Wśród naszych odbiorców są osoby, które zdradziły mi, że chcą napisać książkę. Co im poradzisz? 

Grzegorz: Zacząć pisać. Stworzyć zarys, skrypt do wypełniania treścią. Ważna jest cykliczność regularność, nie odkładać, bo każdy powrót jest odkrywaniem na nowo tego co już powstało, a to jest męczące. Trzeba spróbować napisać to w jak najkrótszym czasie. Mnie zajęło pisanie kilka miesięcy, ale przygotowywałem się rok. Miałem bogaty podkład – wiedziałem, co chcę napisać, przygotowałem sobie plan. Potem jest już decyzja „piszę” i działasz. Warto pisać „ciągiem” dzień w dzień, bo wtedy łatwiej zebrać myśli i utrzymać systematyczność, przynajmniej mi.  

Michalina: Brzmi, jak dobry plan. A jak wydać książkę? 

Grzegorz: Łatwiej jest przez wydawnictwo, bo odchodzi wiele spraw, ocena, korekta, łamanie, marketing, promocja – ja nie miałem na to czasu.  

Michalina: Grzegorz, czas na ostatnie pytanie, które zadaję tu wszystkim moim gościom. Jak wygląda Twój tydzień pracy przedsiębiorcy? 

Grzegorz: Ten sprzed 2 miesięcy wyglądał tak, że pracowałem od 9-17. Cały dzień spotykam się, coś załatwiam. Dzień układam tak, by mieć czas przemyśleć to, co się wydarzyło w firmie, przeanalizować dzień. Sprawy koncepcyjne zwykle zostawiam na wieczór. Kiedyś pracowałem około 20 godzin przy tworzeniu firmy. Teraz myślę perspektywicznie, co zrobić, by wiedzieć, gdzie firma będzie za rok, czy za dwa.. 

Michalina: Grzegorz, czego Ci życzyć na ten nadchodzący czas? 

Grzegorz: Zrealizowania celu firmowego – by nasza firma była najlepszą agencją interaktywna w Polsce. 

Michalina: W takim razie, życzę Ci, by firma GoldenSubmarine była najlepszą w Polsce! A Was zachęcam do śledzenia działać Złotej Łodzi, bo mnóstwo tam inspiracji!

 

Posłuchaj tej rozmowy również tutaj:
Podcast MP FLOW – rozmowy o rozwoju firm i przedsiębiorców!

Zostaw komentarz