fbpx

Wysoka wrażliwość w biznesie – rozmowa z Anną Jędrusik-Gorzołką

wysoka wrażliwość

Wysoka wrażliwość – czym jest? Skąd się bierze i jak się ma do naszych działań biznesowych?

Podczas rozmowy live z Anną Jędrusik-Gorzołką szukałam odpowiedzi na wiele pytań, które kotłują się w głowach przedsiębiorców przed i w trakcie prowadzenia biznesu.

Zapraszam Was do przeczytania lub wysłuchania (link do podcastu pod artykułem) naszej rozmowy!

 

Michalina Patucha: Aniu, cieszę się, że w końcu dobrze Cię widzę i słyszę (śmiech)! Przejdźmy do sedna sprawy… Powiedz, czym właściwie jest wysoka wrażliwość? Co ona nam robi?

Anna Jędrusik-Gorzołka: Temat jest bardzo szeroki, pytanie ile mam czasu na odpowiedź? (śmiech) Zanim odpowiem, czym jest wysoka wrażliwość, powiem może, czym jest sama wrażliwość. Zanim to jednak nastąpi, zanim powiem, co mówi nauka, praktyka i badania, to może Ty powiedz: czym dla Ciebie jest wrażliwość?

M: Dla mnie wrażliwość jest czymś pięknym. Jest dla mnie taką cechą, która pomaga nam czuć trochę więcej, widzieć trochę więcej, dostrzegać jakieś niuanse, które pojawiają się pomiędzy gestami, słowami. W mojej ocenie wrażliwość stwarza ryzyko nadinterpretowywania rzeczywistości. Ale widzę też w niej szanse na większą uważność. Również tę w kontekście biznesowym i prywatnym, który jest ważny w naszym rozwoju.

A: A czy możesz podać przykład takiej sytuacji gdzie Ty swoją wrażliwość w życiu masz i pokazujesz? Bo każdy swoją wrażliwość w życiu ma. My będziemy dzisiaj mówić o osobach wysoko wrażliwych, ale nie każdy pozwala sobie, by tę wrażliwość pokazywać. Ty masz jakiś przykład?

M: (śmiech) Znasz moją duszę artystyczną i myślę, że tam jest całe pole, żeby z wrażliwości korzystać. Ja się nauczyłam z mojej wrażliwości korzystać w komunikacji, która jest bardzo podatna na to co się dzieje miedzy ludźmi, miedzy słowami, w sztuce, w treściach pisanych… Więc dla mnie ta wrażliwość to poszukiwanie takich działań w komunikacji, które mówią coś więcej „między wierszami”.

A: Jedna z naszych słuchaczek napisała, że to takie „czuć czucie”. Zawsze, kiedy myślimy o wrażliwości, to brakuje nam słów. Co ciekawe… jedna z moich ulubionych mentorek – Bené Brown, kiedy pytała ludzi w badaniach o wrażliwość. Często pojawiała się tam sztuka, do której Ty się odwołałaś.

Ludzie pytani o wrażliwość mówili również, że wrażliwość to pokazanie wiersza, który od kilku lat leży w szufladzie. Pierwsza randka po rozwodzie, zadzwonienie do kogoś bliskiego, komu być może umiera dziecko, przedstawienie swojego chłopaka rodzicom, dziewczyny… czy założenie swojego biznesu!

Gdyby odnieść się do definicji, to zawsze kiedy pojawia się niepewność, kiedy pojawia się ryzyko, to zawsze o tej wrażliwości będziemy mówić. I ona pięknie idzie w parze z kreatywnością, innowacyjnością i … o tym mówi. Trudno mówić o swobodzie działania, kreatywności właśnie w biznesie bez wrażliwości. I zawsze wtedy, kiedy jesteśmy odważni, jesteśmy wrażliwi. Obserwuję w mojej pracy trenera, że czasami, kiedy jesteśmy na szkoleniu, nie zawsze jest łatwo, by być odważnym w swojej wrażliwości i by ją pokazywać. Bo istnieje bardzo wiele mitów na temat wrażliwości, m.in. że jest to słabość, że powinniśmy to ukrywać.

Niektórzy uważają, że wrażliwość to neurotyczność. Inni mówią, że wrażliwość to zaburzenie. Reakcje są bardzo różne, kiedy o wrażliwości zaczynamy mówić. Dla mnie osobiście jest to coś pięknego. Jest to coś, co możemy pokazać i zawsze wtedy, kiedy wychodzimy na tę swoją arenę – i tutaj wrócę do tego cytatu z początku XX wieku, kiedy Franklin Roosevelt powiedział w swoim przemówieniu: „ Nie krytyk się liczy, który stoi z założonymi rękami i wytyka palcami, ale ten, który wychodzi na arenę, walczy z potem i krwią, upada, czasami ponosi porażkę, ale to jest właśnie piękne, że ta odwaga jest. Odwaga na pokazywanie własnej wrażliwości.

M: Aniu, idąc dalej chciałabym się zatrzymać na tym, co powiedziałaś: że „wrażliwość to jest też otwarcie firmy” (cytat ludzi odpowiadających na pytanie Bené Brown). Dzisiaj będziemy trochę tę wrażliwość odnosić do działania w sferze biznesowej, która jest „twarda”, której wrażliwość często pracuje z ludźmi, którzy tworząc swoją firmę, kreując markę, odsłaniają kawałek siebie – swoje życiowe wartości, swoją wrażliwość. Więc pytanie brzmi: jeśli mamy wysoką wrażliwość i prowadzimy biznes, to jak sobie potem radzić? Mam tu na myśli (znam z pracy z naszymi klientami), że mamy wiele obaw o krytykę, o ocenę. Albo o to, że kiedy działamy, ktoś nam wytknie, że „czegoś nie umiemy” albo „robimy to źle”. Czy osoby wysoko wrażliwe mają w tym aspekcie łatwiej, czy trudniej?

A: Nie wiem czy bym powiedziała, czy trudniej, czy łatwiej. Ludzie też mnie czasem pytają: „czy to wada, czy zaleta, że ja jestem wrażliwą osobą?”. Raczej bym powiedziała, że to zależy od kontekstu, od sytuacji i tego, co robisz ze swoją wrażliwością. Czy wychodzisz na arenę i pokazujesz swoje piękno? Czy może wchodzisz we wszelkie strategie unikania, żeby tego nie pokazać. To jest bardzo ważne, bo te strategie unikania wystąpią też kiedy osoba wysoko wrażliwa będzie prowadziła biznes. Jakie to strategie? Czasami mówimy o „zajęcioholiźmie”. Częstoi jest to praca. Czasami jest to cokolwiek, po to, żeby nie pokazać swojej wrażliwości w żaden sposób.

Kluczowe jest radzenie sobie z krytyką. Odwołam się do swojego doświadczenia. To, co mi pomaga, bo ta krytyka będzie się zawsze pojawiała i wtedy kiedy ja zaczęłam się zajmować swoim biznesem, kiedy najpierw powstała moja firma szkoleniowa, później wspólny biznes z mężem, czyli Studio Optyczne „Niezła Para” to na tę krytykę się wystawiliśmy bardzo mocno. Dużo przykrych słów ze strony hejterów padało nie raz i dla osoby wysoko wrażliwej jest to trudne. Mimo lat doświadczeń i pracy, nie powiem, że jest to lekkie doświadczenie, że to po prostu po nas „spływa”.

Ale mam na to sposób. Mam taką karteczkę, na której mam napisane imiona osób, których opinia jest dla mnie ważna. Do tego zawsze się odwołuję. I staram się zawsze myśleć i pytać o zdanie te osoby. To mają być te osoby, które są nam bliskie, które nas kochają, za wrażliwość, ale też za wady, te które mamy. Ale to mają być też osoby, które w tych kluczowych momentach powiedzą nam „Ania dałaś ciała”, „to nie było to”, „popraw”, „popełniłaś błąd” i „przeproś jeśli trzeba”. To mają być osoby, które powiedzą to wprost, w życzliwy sposób. Gdzie możemy liczyć na życzliwą informację zwrotną.

To jeden ze sposobów na radzenie sobie z krytyką dla osób WWO – by ich ten „monkey mind” (tak go nazywam) pozwolił nam funkcjonować. Czym jest „monkey mind”? To taki „wiecznie zajęty” głos, który chodzi za osobami wysoko wrażliwymi i cały czas zadaje te pytania: „czy jesteś pewna, czy robisz to dobrze?, a co jak cię skrytykują?, co jak ktoś powie, że się nie znasz?, a co jeśli ktoś powie, że nie jesteś dobrym trenerem?”. I ten umysł non stop działa. Mam nawet taką metaforę maszyny do popcornu – nasz umysł jest właśnie jak taka maszyna, która wiecznie produkuje małe popcorniki. Tam co chwilę wyskakuje coś z tej naszej głowy – myśli, oceny, przekonania.

I tutaj niektórzy autorzy książek mówią nawet o nadwydajnym mentalnie umyśle, który działa non stop. Nawet wtedy, kiedy śpimy, kiedy zasypiamy, cały dzień – on cały czas pracuje. I u osób wysoko wrażliwych te zmysły są są bardzo wyczulone. Zupełnie inaczej działa cały układ neurologiczny. Mówimy często o tzw. hiperestezji, czyli te nasze zmysły są bardzo mocno wyostrzone, czyli np. dotyk. Ja, kiedy ktoś mnie dotyka, czuję to bardziej. Czyli np. kiedy kupuje nowe ubrania, wycinam od razu wszystkie metki. Dla mnie struktura i rodzaj materiału są niezwykle istotne. Tak więc te wszystkie cechy są niezwykle istotne… także w biznesie.

M: Zaraz do tego wrócimy, ale najpierw chciałam wrócić do tego „popcornu” czyli tych wszystkich atakujących myśli „co oni powiedzą, a czy to robię dobrze, co będzie jeśli…”. Znam naprawdę wiele osób WWO, które prowadzą swoje biznesy. I mam wrażenie, że wręcz czekają, aż ten popcorn przyjdzie z zewnątrz. Czyli ten taki popcorn niezbyt smaczny, który wejdzie do naszego talerza i… będziemy musieli go zjeść. Mam tu na myśli sytuacje, kiedy prowadząc biznes. ktoś nam powie, że świadczymy nieprofesjonalne usługi. Z jednej strony – karteczka z osobami, których opinia jest dla nas ważna jest świetnym narzędziem, sama sobie takie zrobię. Z drugiej strony – pracując w biznesie musimy się liczyć z opinią naszych klientów, bo ona też jest bardzo ważna. Jak zatem zacząć sobie ufać będąc WWO?

A: Właśnie powiedziałaś o jednej z największych pułapek, w którą wpadają osoby WWO prowadzące swoje biznesy. Ta pułapka to pojawiająca się w naszych głowach myśl. Że „jeżeli będę dla wszystkich życzliwy, że jeżeli będę dobry, jeżeli będę mówić ludziom to, co sami chcieliby usłyszeć, jeżeli tak będę budować te relacje, jeżeli będę się poświęcać, jeżeli będę robić wszystko, żeby klient był zadowolony, żeby było idealnie, perfekcyjnie (perfekcyjność, to kolejna cecha która towarzyszy WWO) to TO jest właśnie jedna z największych pułapek.

Mnie też się tak zawsze wydawało. Wiele lat temu wydawało mi się, że jeśli będę dla swoich klientów miła i będę się godzić na wszystko, o co mnie proszą, to wtedy to pójdzie. Tymczasem, to jest bardzo szybka droga do wypalenia, do zniechęcenia. Do tego, by w pewnym momencie powiedzieć „to jest bez sensu”, „ a po co mi ten biznes, po co mi to było”. Do poczucia winy i wstydu przede wszystkim, bo ten wstyd to jest coś, co działa w dzisiejszej kulturze. Mówi się nawet, że żyjemy w kulturze wstydu. W kulturze wstydu i niedostatku. Czyli jesteśmy ciągle nie dość dobrzy: nie dość dobrym liderem, pracownikiem, matką, ojcem, żoną, partnerem itd.

I pytasz, co z tym zrobić….

M: Jak to zrobić, żeby mimo tych zlatujących na nas ton popcornu z zewnątrz powiedzieć: „Na moim talerzu już mam jedzenie, nie chcę popcornu. Widzę go, ale wybieram coś innego, czym się najem, co sprawi mi przyjemność, pozwoli dalej się rozwijać. Mogę oczywiście spróbować Twojego popcornu, wziąć nowe składniki pod uwagę”. Prowadząc biznes jesteśmy nastawieni na ciągłe porównania (oferty, inne biznesy), oceny, rywalizację, ale też niezwykle istotną w procesie rozwoju – informację zwrotną od klientów, której nie możemy ignorować, a która czasem faktycznie w niesmaczny sposób do nas dociera. Jak ten cały „popcorn” (nasze oceny, oceny innych, informacje zwrotne, przekonania, myśli) przefiltrowywać, żeby biznes mógł się rozwijać. Jednocześnie, żeby nagle się nie rozlał na potrzeby wszystkich, tylko nie nasze.

A: Kilka rzeczy bym wymieniła. Po pierwsze to, co mi mój umysł podpowiada trzeba zaakceptować. Tak już, że taki jesteś, że masz w sobie tę wysoką wrażliwość, to jest piękne, to może Ci służyć. To po pierwsze. Czyli ogromna akceptacja siebie. Pozwalanie sobie na to, że będą te błędy, te potyczki, że to też jest ok, bo wtedy się uczymy.

Druga sprawa to umiejętność wyznaczania granic. To jest coś, czego ja się uczyłam i chyba uczę się cały czas. Osoby, które mnie znają i oglądają wiedzą, że cały czas się uczę. Okazało się, że u mnie się nie sprawdziła ta strategia, by wszystko robić pod klientów, tak, jak oni chcą. Jednak nie. To było dla mnie duże rozczarowanie, okazuje się, że to nie działa. Przysporzyło mi to dużo frustracji.”Przecież ja się tak staram i robię dla nich jak najlepiej a oni tego nie doceniają”. Jak to zmieniłam? Albo, jak to zmieniam? Po prostu nagle przyszły te momenty, kiedy rozmawiasz z klientem i mówisz mu po raz pierwszy w życiu „NIE”.

M: NIE? Klientowi? (śmiech)

A: To jest ogromna pułapka. Osoby WWO mają trudność rezygnowania. Godzą się na wiele: „jasne zrobię to, znam się na tym, ogarnę”. A potem rozłączają się z klientem i „o matko i jak ja mam to teraz zrobić?”. No i okazuje się, że w momencie kiedy mówisz klientowi NIE, mówisz mu, że to jest nie w porządku się na to godzić. Bo wiem, że nie będę w stanie tego zrobić dobrze. Odwołam się tu do szkoleń, kiedy mówię klientowi wprost, że to nie jest ta droga, którą ja chcę pójść i to byłoby oszustwo, więc ja się godzę, że zrobię… I w momencie, kiedy ja mówię „nie”, żegnam się z klientem, a jeszcze tego samego dnia dostaje telefon od klienta: „Pani Aniu chcemy pracować z Panią”.

A mój umysł na to: „ ja mówię, że „nie”, klient chce pracować ze mną, na moich warunkach? JAK TO?!”. Nagle okazuje się, że to jest potrzebne i dobre. To jest droga. To nie jest tak, że po dzisiejszym live ktoś sobie postanowi, że od dziś będzie wyznaczać granice. To jest droga. Czasami to trochę rozczarowuję moich klientów, z którymi współpracuję, np. podczas szkolenia, kiedy mówię, że to jest dopiero pierwszy krok, który zrobimy tutaj na szkoleniu. Ito jest droga, która u niektórych może trwać latami. I niektórzy mówią „nie, to ja stąd wychodzę, to miało być od razu”. To jest droga. Do tego trzeba ogromnej cierpliwości, czasu i zaufania do siebie, dokładnie tak, jak powiedziałaś. To jest niezwykle ważne, żeby mieć zaufanie do siebie, do swoich kompetencji.

Kompetencje, które bardzo pomagają osobom WWO to wysoki poziom empatii. To jest umiejętność aktywnego słuchania klienta. To jest wysoki poziom kreatywności, wręcz nieograniczone pokłady kreatywności u osób WWO, wysoka sumienność, która też może pomagać, i też ten „patologiczny” perfekcjonizm, w który popadamy – to wysoka sumienność, która będzie prowadziła do sukcesu.

M: Dla osób, które nie są psychologami: sumienność to jest ta cecha, która pozwala nam pracować długo, dobrze, wnikliwie i dokładnie. Może się to przerodzić w perfekcjonizm, który prowadzi do tego, że skupiam się na jednej rzeczy, zapominając o reszcie, by była idealna. A jak wiadomo ideały nie istnieją… Tak nam się wydaje? (śmiech)

A: Ponoć tak w książkach piszą…

M: Dobra Aniu, jeszcze chciałam Cię zapytać, wracając do początku, kiedy wspominałaś o słynnym „monkey mind”. Jak w ogóle z nim żyć, skoro on tak za nami chodzi, i robi nam takie rzeczy. I w biznesie codziennie nam towarzyszy, w różnych sytuacjach…  Po prostu ciągle jest i nie przestaje pytać: ”ale czy na pewno to dobrze zrobiłeś?”. Więc naprawdę uważam, że jest mnóstwo sytuacji, od tworzenia oferty, po CV, stronę internetową, publikowanie postów na Facebooku.

Mój przykład z życia: wiele firm zamiast pisać, działać ciągle szuka, sprawdza, doczytuje: jak pisać dobre posty w mediach społecznościowych – jaki jest ten IDEALNY sposób.  A tak naprawdę w mediach społecznościowych chodzi o coś zupełnie innego. Chodzi o to, by być z tymi ludźmi, przyzwyczajać ich… I koniec końców… te osoby nie robią nic, bo są niewystarczająco dobrze przygotowane.

Powiedz Aniu jak sprawić, by ten „monkey mind” nas nie hamował? Zakładam, że już wiemy, że jesteśmy WWO, uczymy się akceptacji tego faktu. Ale teraz pytanie praktyczne: jak iść dalej z tym towarzyszącym nam „monkey mind’em”?

A: Znowu zacznę od tego czego nie robić. Nie walczyć z nim. Im bardziej będę myśleć: „o matko nie mogę tak myśleć”, „musze się pozbyć myśli”… Im bardziej wkładać będziemy w to pracę, paradoksalnie częściej będzie to wszystko do nas wracać. Jest dużo tych ćwiczeń w stylu „nie myśl o różowym słoniu”. Im bardziej staramy się to powtarzać, tym bardziej te myśli wracają.

Ja myślę, że tu, to co mnie i moim klientom, z którymi współpracuję, pomaga, to są wszystkie techniki i narzędzia ACT-owe.  Dla osób, które być może nie słyszały, nie wiedzą, ACT – czyli trening / terapia akceptacji i zaangażowania.

Tu mamy całe pole do popisu, np. wiele technik defuzyjnych – czyli co robić, żeby funkcjonować. W biznesie, kiedy te myśli się pojawiają to, najlepsze, co możemy dla tego mokey mind zrobić, to pozwolić mu być. Zaakceptować go, że on jest, że taka jest jego rola. Właściwie od czasów pierwotnych umysł jest przygotowany do tego, żeby walczyć, chronić bronić przed niebezpieczeństwem. Dlatego ciągle on do nas gada, przewiduje te wszystkie najgorsze scenariusze. Bo wykonuje jak najlepiej swoją robotę – chce nas chronić.

M: Od razu zapytam czy osoby WWO maja podwyższony poziom lęku w życiu? Bo takie pytanie pojawiło się przed naszym spotkaniem.

A: Może tak być. Natomiast często się to w badaniach podkreśla, że to nie idzie zawsze w parze. Wracając jeszcze do tego Twojego pytania o to, „co robić?”. Jeszcze jedna z ciekawych technik przyszła mi do głowy – to technika spadających liści. Albo płatków, które się unoszą, płatków śniegu, kropli deszczu, czy przejeżdżających samochodów. To takie ćwiczenie, które polega na wizualizacji: odkładamy nasze myśli np. na płynące liście w strumieniu i pozwalamy temu być. Zamiast walczyć z nimi akceptujemy! I to jest niezwykle ważne i świetnie się sprawdza u osób z WWO.

M: To skoro mamy już słowo „nadwydajność” i skoro wiemy, czego nie robić.  Powiedz jak możemy wykorzystać swoją wysoką wrażliwość z biznesie tak, żeby kierować nas w stronę rozwoju?

A: Tu znowu wrócę do tych kompetencji: trzeba zaufać sobie i odpowiedzieć sobie na pytanie: jakie są moje mocne strony? Gwarantuję, że macie w sobie nieograniczone pokłady empatii, kreatywność, ale też wysoką inteligencję. Macie ogromną ciekawość do świata, uczenia się nowych rzeczy. Ja uwielbiam się uczyć nowych rzeczy i to jest coś co jest bardzo silnie związane z moją wysoką wrażliwością. Wiem, że sprawia mi to ogromną przyjemność. Ale też wiem, ze muszę to łączyć z treningiem rezygnowania. Czyli, że ja nie jestem w stanie nauczyć się wszystkiego i żadne kolejne studia, które będę robić mi tego nie przyniosą. Bo trzeba wybierać, co jest dla mnie ważne i pilne. To jest duża lekcja dla osób wysoko wrażliwych.

M:  A bycie wysoko wrażliwym w relacji szef-pracownik?

A: Zastanawiam się jak to teraz zebrać, bo mój umysł podpowiada „to też jest charakterystyczne dla osób WWO, a powiedz jeszcze to, a powiedz jeszcze tamto, nie zapomnij o tamtym” (śmiech). Więc postaram się teraz poskładać to wszystko w całość.

Mamy różne wyobrażenia na temat idealnego lidera – przywódcy. Czasami wygląda to tak, że oczekujemy, że ten szef będzie być idealny: odważny. Z jednej strony wrażliwy, z drugiej strony wyznaczający granice. Wydaje nam się, że wiemy, jak szef powinien wyglądać i się zachowywać. Co jeśli spotykamy człowieka, który nie spełnia tych kryteriów? Takie osoby albo walczą, albo całkowicie rezygnują i zmieniają pracę, co się bardzo często osobom WWO zdarza.

Z drugiej strony jeśli jesteśmy szefem i liderem, jako właśnie osoba wysoko wrażliwa, to myślę sobie, że ważna jest przede wszystkim świadomość siebie, otwartość do powiedzenia „przepraszam” albo „nie wiem”. Właśnie wbrew tym obawom o ocenę, która dla osób WWO jest tak trudna w przyjmowaniu.

M: Ale jak to, szef?

A:  No właśnie tak, czyli to jest lider, który potrafi powiedzieć „przepraszam, popełniłem błąd”. Albo potrafi powiedzieć „nie wiem” w odpowiedzi, na jakieś pytanie.

Ale z drugiej strony, jest to lider, który wyznacza granice, który mówi o wartościach. Mówi o tym czego nie będzie tolerować w zachowaniach, w zespole.

Pogodzenie tego nie jest łatwe. Bo, o ile osobom wysoko wrażliwym to budowanie relacji przychodzi łatwo, to już to wyznaczanie tych granic, bycie asertywnym jest trudniejszym zadaniem.

M: Super, powiedziałaś o dwóch rzeczach, pozwolę sobie je nazwać, bo są bardzo ważne. Pierwsze, osadzenie w sobie. To jest konkretna praca, którą wykonujemy będąc osobą zarządzającą, tworzącą firmę. Kiedy jesteśmy w kontakcie z klientami lub zarządzamy już jakimś zespołem, istniejemy w relacjach z ludźmi, którzy dla nas pracują. Albo z nami, nad naszymi wspólnymi celami. Widzę to w badaniach. Jest to bardzo eksponowane. Im bardziej świadomy lider: świadomy siebie, swoich kompetencji, swoich potrzeb, obaw, nawyków, tego, jak działa w różnych sytuacjach, tym łatwiej jest mu zarządzać. Bo on już zamiast walczyć  ze sobą i z innymi ludźmi stosuje schemat: „ja tak mam i teraz to co zrobię, będzie moim wyborem.

Nie działam nawykowo, w emocjach od razu, tylko faktycznie wybieram to, co jest dobre dla mnie, dla naszego klienta, dla naszego zespołu”. I sądzę, że to jest pierwsza ważna rzecz. Ale drugi ważny aspekt, to przede wszystkim świadomość PROCESU. Czyli tego, że wszystko trwa i wymaga pracy.

Słyszałam mnóstwo historii od właścicieli firm, managerów, w których ktoś poszedł „gdzieś tam” na „jakieś szkolenie z zarządzania” usłyszał, że „tak się robi”, że „tak jest prawidłowo”. I skoro tak jest i tam ma być, to zaraz ten perfekcjonistyczny mózg mówi „teraz już wiesz, więc zarządzaj tak, jak Cię nauczyli”. A tak naprawdę w tym momencie brakuje danej osobie gotowości emocjonalnej. Żeby w taki „nowy” sposób zarządzać i przede wszystkim przyjąć to „nowe”, co będzie wracać w postaci informacji zwrotnej.

Mamy wpływ na zmianę naszego zachowania i postępować np. zgodnie z nowymi instrukcjami. Udzielać informacji zwrotnej w konkretny sposób. Ale nie mamy totalnie wpływu na to, co do wraca do nas potem od pracowników, klientów. Z tym już trzeba się zmierzyć wewnątrz. Taka jest moja obserwacja. 

Chciałam Cię Aniu zapytać, co w momencie, kiedy chcemy budować tę gotowość. Chcemy się zmierzyć z tym co do nas wraca. Ale mamy takie tendencje (takie dostrzegam u niektórych przedsiębiorców), że my przypisujemy ludziom złe intencje wobec nas. Że my pomiędzy wierszami czytamy np. że „oko mu drgnęło, więc pewnie nas nie lubi”. Albo „nie wiem, powiedział zdanie inaczej niż zwykle, więc na pewno coś przede mną ukrywa”. Czyli idziemy na całość z interpretowaniem ludzkich zachowań zauważonych dzięki naszej wrażliwości. Jak z tym żyć?

A: Może zacznę od wyjaśnienia, jak to działa u osób wysoko wrażliwych i potem przejdę do tego, jak sobie z tym radzić. Rzeczywiście, i to jest taki paradoks, bo z jednej strony osoby wysoko wrażliwe rzadko zakładają te złe intencje. Czyli one często raczej zakładają, że ludzie w ogóle z natury właśnie są dobrzy, że chcą dobrze. Więc osoby wysoko wrażliwe myślą raczej „skoro ja chcę dobrze, jestem życzliwy, no to na pewno ten drugi człowiek też będzie chciał dla mnie dobrze”. To jest pułapka, z którą człowiek musi się zmierzyć. Przez to, że nie zakładamy złych intencji, możemy ich nie dostrzegać. I z drugiej strony to, jaki ja mam wysoki poziom empatii, to jak ja to oglądam, jak obserwuję te relacje z drugim człowiekiem. To też będzie miało wpływ na to, jakie historie będę pisać.

To, o czym ty powiedziałaś, to są takie „historie historii”. I osoby wysoko wrażliwe są mistrzami w pisaniu różnych takich opowieści, na przykład: „a jak spojrzą na mnie krzywo?”, „może ja coś źle powiedziałam, albo go uraziłam?”, albo „ on na pewno już nie chce ze mną rozmawiać dłużej”. Jak sobie z tym radzić? Przyglądaj się znowu tym swoim historiom – co tam ciekawego piszesz? Bene Braun, znowu się do niej odwołam, mówi, że produkujemy takie „sztuczne, szmatławe brudnopisy”, czyli notatniki, w których zapisujemy wszystkie opowieści, niekoniecznie realne. Co z nimi robić? Sprawdzać, czy mają odzwierciedlenie w rzeczywistości i pytać! Po prostu pytać.

M: To, co też dostrzegam i chciałabym, żeby to tutaj wybrzmiało, to przede wszystkim trzeba to zauważać i nie iść za tym. Bo jeśli mamy taką sytuację, że nasz pracownik czegoś nie zrobi, coś się rozsypie, ktoś do nas przychodzi i mówi taką bardzo niekonstruktywną informacje zwrotną to dla osoby wysoko wrażliwej istnieje ryzyko, że za chwilę dopisze do tego historię, która będzie nierealna. Która mogłaby po prostu źle wpłynąć na dalsze relacje – czy to ze współpracownikami, czy też z klientami.

A: I w tym wybieraniu pomagają nam nasze wartości.

M: Dokładnie, a nad odkrywaniem wartości można pracować.

A: Tak. Bardzo lubię rzeczywiście te momenty, czy na takich konsultacjach indywidualnych, czy na szkoleniach, kiedy pracujemy nad wartościami. To po prostu ta wrażliwość aż kipi. To widać, że dotykamy tych ważnych obszarów, które są dla osób WWO niezwykle ważne.

M: W takim razie muszę Cię o to zapytać: jak wygląda TEN MOMENT, kiedy odkrywasz, że jesteś WWO?

A: Właściwie są trzy rodzaje reakcji. Ja też o tym piszę w artykule na swoim blogu, że część osób, kiedy zaczynamy mówić o wysokiej wrażliwości, ma całe mnóstwo pytań. Jest taka ogromna ciekawość: „Powiedz coś więcej”. „A jak to jest”? „Czym to się charakteryzuje”? „Bo ja chcę sprawdzić, czy ja to mam, ale w sumie jak cię słucham to tak sobie myślę, że moja żona, partner, dziecko…”… i tu mamy to odkrycie. Odkrywam, że ktoś w moim otoczeniu jest wysoko wrażliwy. Albo widzę to u siebie.

Drugi rodzaj reakcji zazwyczaj odbywa się z trochę “zablokowanej pozycji”. Zdarzyło mi się, że ktoś patrzył na mnie, jego twarz się zmieniała, czasami pojawiały się ironiczne komentarze, uśmiechy… Na zasadzie: „o czym my tu mówimy”, „przecież takich ludzi to się powinno leczyć”, „to jest zaburzenie”.

M: Totalne zaprzeczenie.

A: Ja też nie chciałabym tego stereotypizować. Czasami słyszę od osób wysoko wrażliwych, które mówią: „ja jestem inżynierem i nie mogę być wrażliwy”. „Ja nie mogę w swojej pracy pokazywać wrażliwości”. Taki komentarz kiedyś usłyszałam od uczestnika swojego szkolenia. Co ciekawe, swoją drogą w Dolinie Krzemowej inżynierowie pracują nad algorytmem na wrażliwość: jak to zrobić, żeby być wrażliwym, ale jednocześnie nie ryzykować i nie pokazywać żadnych czułych i delikatnych stron. Więc drugi rodzaj reakcji to raczej taka reakcja niedowierzania, braku gotowości, akceptacji. I takiego trwania w tych mitach, błędnego rozumienia wrażliwości. I to też jest OK. To trzeba zostawić, poczekać, dać temu czas.

Ale trzeci rodzaj reakcji jest bardzo ciekawy: widzę taki błysk w oku, czasami się pojawiają łzy w oczach, zwyczajne potakiwanie głową. Nawet teraz, kiedy o tym mówię to widzę te wszystkie momenty w trakcie swojego szkolenia. Kiedy ktoś przychodził do mnie po szkoleniu, po prostu stawał naprzeciwko mnie i nic nie mówił . I to było to takie spotkanie osoby ww, z osoba ww., kiedy się te dwie osoby… a swój swego zawsze wypatrzy, to tak działa. Kiedy się czasami spotykamy i ktoś mówi po prostu „dziękuję” , albo mówi „ nie wiem co mam ci powiedzieć, chcę przez chwile pooddychać tym samym powietrzem”. Albo ktoś przychodzi i potrzebuje cię przytulić i to jest dla ciebie ok, takie sytuacje, które się zdarzają. Więc po tym ja poznaję, że dotknęliśmy, że ruszyło…

Naprawdę tych momentów, tego takiego dotknięcia tego w sobie, takiego momentu pozwolenia sobie na to. Czasami mnóstwo osób, które prowadzą swoje biznesy i to bez względu na płeć, po szkoleniu pisały do mnie, czasami po roku, że mają to, że pozwalają sobie. To już jest to, że jest akceptacja tej swojej wrażliwości i po prostu tego dotknęli . Pozwolili temu być i zmieniać w swoim życiu. Przyznać się przed sobą i powiedzieć głośno, tak jak ja kiedyś powiedziałam sobie że tak, jestem osobą ww. I dzisiaj też mówię i to dobrze, że tak jest. Myślę, że ten moment przychodzi po prostu sam. Ale to jest początek tej drogi, żeby zaakceptować. A potem się temu przyglądać, lubić się, zacząć odrabiać te wszystkie lekcje o których mówiłyśmy.

M: Aniu to piękne zakończenie naszej rozmowy. Bardzo Ci dziękuje za wiele cennych informacji i podzielenie się doświadczeniem!

 

Drodzy Czytelnicy – jeśli macie ochotę przesłuchać odpowiedzi na pytania padające podczas live – znajdziecie je w nagraniu podcastu (poniżej do wysłuchania).

 

Zostaw komentarz